Autentyczność – wspólny mianownik wielkich osobowości

Opublikowano: 06-09-2018


Wielcy biznesmeni, wielcy przywódcy, wielcy menedżerowie

– to przecież ludzie z krwi i kości, jak my wszyscy.

Gdy sobie to uświadomimy, łatwiej nam spojrzeć na siebie samych, i na nich, jak równy z równym (osobowościowo). Cechy, które mogą zrobić z nas tych wielkich na miarę naszych planów i możliwości, z reguły nosimy w sobie. Wielcy, których obserwujemy, są tego przykładem.

Powszechną ich cechą jest nieumiejętność udawania kogoś innego, co oznacza, że każdy z nich JEST SOBĄ a i tak – pełen ograniczeń – odnosi sukcesy. Tylko pozornie ten fakt jest zaskakujący. Elon Musk (samochód Tesla, loty w kosmos SpaceX), Jeff Bezos (Amazon), Steve Jobs (Apple), a także choćby przedsiębiorca Donald Trump – pomimo licznych niedoskonałości charakterów, trudnych osobowości i braku predyspozycji do zdobycia porządnych kompetencji zarządczo-przywódczych, stoją / stali na czele wielkich przedsięwzięć biznesowych o gigantycznym sukcesie światowym. A to znaczy, że ludzie za nimi poszli, uwierzyli, podpisali się pod ich ideą, wizją, i włączając się w ten biznes pomogli je zrealizować.

Dlaczego postrzegam ich jako marki osobiste?

Bo sprzedają skutecznie idee, które za nimi stoją i swoją pozycję budują na tym, co w nich faktycznie wielkie jest. Wizjonerstwo, konsekwencja, upór, fascynacja dziedziną, w której się specjalizują, wiara w siebie – te i inne cechy budują efekty i pozycję. Nawet jeśli trudno się z nimi identyfikować jako ludźmi, ich marki dużo wnoszą dla naszego wspólnego pożytku. Da się z nich wyłuskać wartości, które do nas przemawiają oraz korzyści, które – jak wiemy – najlepiej sprzedają.

Jak to możliwe, że problematyczni ludzie osiągają Himalaje w biznesie a my podziwiamy i mamy wkład w ich – coraz większy – sukces? Istotnym powodem jest ich AUTENTYCZNOŚĆ.

Budowa marki osobistej to nie jest opowieść w stylu „jestem idealny, patrzcie i podziwiajcie”. To story zbudowane na trudzie, znoju, typowo ludzkich słabościach, ponad które oni potrafią się wznieść. Czyli to za każdym razem jest historia po prostu o człowieku. Który zwycięża.

Autentyczność, nie wypolerowana przez public relations zawsze jest w cenie. Punktuje u ludzi, którzy są tej marki odbiorcami. To uruchamia wyobraźnię i przybliża Kowalskiego do swojego herosa.

Nie udawajmy kim nie jesteśmy, nie udawajmy, kim jesteśmy…

W budowaniu swej marki osobistej BYCIE SOBĄ jest najmocniejszym marketingowym przekazem. Zyskujemy niepodrabialność, unikalność itp. Odbiorca wielbi markę osobistą nie za perfekcję, a za to, że może się zidentyfikować i polubić to, co ona mu oferuje. Bo jest wiarygodna, ma swoje story, w tym wzloty i upadki. A w zakresie przez nas pożądanym i tak jest najlepsza, godna uwielbienia. I kontaktu. Oraz zakupu (jeśli akurat coś sprzedaje).

I na koniec prośba: jeśli w moim poście znalazłeś wartość dla siebie i oceniasz, że może być istotny także dla innych, proszę zalajkuj, skomentuj i udostępnij 🙂 Będzie mi bardzo miło, dziękuję 🙂

Udostępnij: