Na co wydać ostatniego dolara radzi Bill Gates…

Opublikowano: 23-07-2018


Na co wydać ostatniego dolara? (Cz.1)

„Gdyby został mi ostatni dolar, wydałbym go na public relations” – powiedział podobno kiedyś BILL GATES. Ja powiem Wam tak: „Jeśli prowadzicie własną działalność i pracujecie na swoje nazwisko, nie stać Was na to, by NIE prowadzić działań PR”.

Inwestycja w działania komunikacyjne tj. opowieść o nas i tym, co oferujemy, adresowane do otoczenia, w którym kryje się sporo potencjalnych odbiorców, przynosi nie tylko ich zainteresowanie, ale – oczywiście – buduje nam też wizerunek, rozpoznawalność i ZAPAMIĘTYWALNOŚĆ.

Dobrze i świadomie zbudowany wizerunek pracuje na zaufanie klientów. Wizerunek to obraz jaki powstaje w głowach innych na nasz temat i tego co oferujemy. Dlatego lepiej mieć na to wpływ, kolportując informacje w trafny sposób opisujące to co chcemy przekazać, a nie pozostawiać to domysłom i przypadkowemu „och, tak, wpadło mi to gdzieś w ucho, ale za bardzo nie pamiętam”.

Warunek konieczny:

WIZERUNEK MUSI BYĆ JEDNOZNACZNY. Gdy uda się osiągnąć taki stan, w którym na hasło np. branży, w której działamy, nasza marka przypomina się jako pierwsza, stajemy się synonimem branży / specjalizacji. Nie musi to być w skali globalnej. Gdy mamy lokalny / regionalny biznes, wystarczy, że będziemy zapamiętani przez mieszkańców naszej małej ojczyzny. Dobrze jest określić sobie skalę, w jakiej działamy i pod to wysyłać i publikować newsy oraz inne informacje na temat tego, co się u nas biznesowo, rozwojowo, dzieje. Nasz region powinien być „nasycony informacją”.
O spójności, konsekwencji, wiarygodności, gdyż to też istotne, pisałam już wielokrotnie.

Więc na co wydać ostatniego dolara?

Teraz inna rzecz, konieczna, ale niekoniecznie pamiętana:

Mamy trudne marketingowo czasy. W natłoku informacji zalewających rynek raz zbudowany wizerunek a nieprzypominany regularnie, ciągnie markę w dół w momencie, gdy zaprzestajemy działań. Często liczymy wtedy na efekt inercji, że jakoś tam siłą bezwładu znajomość marki jeszcze się pokręci…
Otóż nie. Aktywnie prowadzona komunikacja na temat oferty, czy innych naszych działań, utrzymuje markę na powierzchni, ale wokół niej kręci się sporo innych. Chętnych do wypłynięcia na powierzchnię i pociągnięcia naszej w wir sięgający dna. Gdy ona zanurkuje w mętnych odmętach podświadomości klientów, nowa marka wepchnie się naprzód wprost do świadomości naszego klienta. Czyli tam, gdzie łatwo sięgnąć myślą. I ten gość nie będzie grzebał w swojej niepamięci. Wybierze to, co mu się narzuca jako pierwsze.
Jednym słowem RAZ PODJĘTA KOMUNIKACJA DO ODBIORCÓW MUSI MIEĆ KONTYNUACJĘ (ORAZ SIĘ ROZWIJAĆ). Nawet gdy ma się jednego dolara, a zwłaszcza gdy ma się jednego.

Udostępnij: