Coś ty zrobił Jamie Oliver, czyli wpadka jego fantastycznej marki osobistej…

Opublikowano: 25-05-2019


Historia JAMIEGO OLIVERA dobrze ilustruje błędy, jakich należy się wystrzegać pracując na własne nazwisko.

Nikt nie zaprzeczy, że Jamie Oliver, popularny autor programów kulinarnych i bestselerowych książek z przepisami, dorobił się silnej marki osobistej. W 10 lat od powstania pierwszej restauracji, jego stworzone w międzyczasie imperium upada. Oto kilka błędów, które mogą nas, ludzi także pracujących na własną markę, sporo nauczyć.

Jak rozwijać biznes?

Przychodzi czas, gdy rutynowa działalność przynosząca profity naszej marce nie wystarcza. W takiej sytuacji wejście w biznes pokrewny narzuca się samo przez się, szczególnie, gdy na takie usługi jest akurat popyt i koniunktura na rynku. Oliver wybrał założenie sieci restauracji pod kilkoma różnymi brandami. Konsumpcja profitów z tytułu rozpoznawalności gorącego medialnego nazwiska mogła przełożyć się na kolejny sukces. To dobry krok, jeśli się pamięta, że:

  1. marka wyrobiona w jednym segmencie rynku zobowiązuje do tej samej jakości w nowym biznesie,
  2. zobowiązuje też do do spełnienia tej samej obietnicy wobec klienta i wartości marki, które gwarantuje dotychczasowy biznes,
  3. reputacja marki obecnego biznesu nie przekłada się wprost na nowy rodzaj działalności, tylko pracuje się na nią prawie od nowa,
  4. wyrobiona silna marka dotychczasowa nie wystarcza, jeśli się chce wejść w segment usług w danej chwili bardzo dynamicznie rozwijający się, czyli obarczony olbrzymia konkurencją,
  5. mimo tej silnej marki, nic się samo w nowym biznesie nie sprzeda, jeśli nie będzie poprzedzone porządną analizą wszystkich „za” i „przeciw”,czy warto je sprzedawać akurat tam.

Co zaś robi Jamie Oliver?

Coś ty zrobił Jamie Oliver czyli czego nas uczy wpadka jego fantastycznej marki osobistej 25-05-19

W kilka lat otwiera kilkadziesiąt restauracji, z których znaczna część ma nietrafioną lokalizację (grzech przeciwko punktowi nr 5).

Wysokie ceny (bo marka Olivera) trudno obronić w segmencie rynku „casual dining” (grzech przeciwko nr 3).

Casual dining a la Jamie Oliver rozmija się z wartościami propagowanymi w programach TV (nr 1 i 2).

I w ogóle czy ktoś mu powiedział, że w nowym biznesie jest nie silną marką a świeżakiem? A jeśli już w nim startuje, to powinien zatrudnić mistrzów wyspecjalizowanych w osiąganiu sukcesów tego biznesu, a nie własnego szwagra?

Co za ryzykowny krok! Zatrudnienie kogoś z rodziny na tak kluczowym stanowisku jak optymalizacja kosztów całej sieci. Tu przydałby się finansista ze szkiełkiem w oku i jednoczeście z rozumem i wiarą, że ta optymalizacja to coś więcej niż proste cięcie kosztów. A nie ktoś bardziej zaufany niż kompetentny, dla którego silniejszą motywacją może być sama praca u znanego krewnego niż rozwój własnych kompetencji i sukcesów marki, na rzecz której się pracuje. Praca dla rodziny potrafi rozleniwić i niwelować obawę przed zwolnieniem zaś wspólne grille czasem integrują mocniej niż cel biznesowy.

Trzymajmy jednak kciuki za Jamiego. Jego książka stoi na stojaku na honorowym miejscu przy kuchence gazowej u moich krewnych i jest podstawą do kulinarnych wprawek ich nastoleniego syna. W tym Jamie jest wielki i niech tak zostanie 🙂

https://facet.onet.pl/warto-wiedziec/kto-jest-architektem-upadku-jamie-olivera-brytyjskie-media-wskazuja-na-jedna-osobe/q8txjfg

Zdjęcie: By Karl Gabor – http://www.mynewsdesk.com/uk/scandic_hotels/images/jamie-oliver-192908, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=31594070

Udostępnij: